jump to navigation

i’m back maj 17, 2008

Posted by Dawid Garus in ludzie, pieniądze.
Tags: , , , , ,
1 comment so far

Tak, wróciłem po dość długiej nieobecności. Brakowało mi trochę motywacji, ale już znowu piszę. Nawet przez ten czas bloga JKM nie czytałem… Wiele się działo w między czasie w moim życiu. M.in.:

  • Przez długi weekend we Włoszech baaardzo się opaliłem,
  • Obciąłem włosy (zastanawiam się, jak mi lepiej),
  • Mam młodszego brata w drodze,
  • Znalazłem najwspanialszą dziewczynę na świecie.

Ale na pewno wszyscy mają gdzieś to, co się ze mną dzieje. Lepiej podyskutować o czymś poważnym. Miałem pełno pomysłów, ale nigdzie ich nie notowałem, więc je zapomniałem. Jakie to do mnie podobne…

Widziałem ostatnio w TV pewien program. Amerykański. O tym jak jakaś (prawdopodobnie demokratyczna) rodzina wychowuje swoje dzieci (na oko, najstarsze dopiero wkracza w okres dojrzewania) na porządnych obywateli. Dzieci od swoich kieszonkowych musiały wrzucać część otrzymanych zielonych do słoika z dużym napisem TAXES (ang. podatki). Nie tylko się nie buntowały, ale jeszcze się z tego cieszyły. I wypowiadały się potem, jakie to podatki są dobre, bo za kasę ze słoika otrzymują np. jakieś prezenty. Które tak na prawdę same sobie kupują. Źle się je uczy, że kasa z podatków jest dla obywatelów, choć z definicji wynika, iż państwo nie ma obowiązku pomagania nikomu, kto płaci podatki. Jak by rodzice brali z tego słoika farsę dla siebie, jako pensja dla rządzących, na paliwo do rządowych (rodzinnych) samochodów, część rozdali przypadkowym ludziom, za część kupi same losy na loterii, które miały by być obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi itp. a dzieci dostały by zamiast fajnych prezentów – cukierka, to wtedy by się nauczyły, jak to niesprawiedliwy system. W ogóle gdzie tu nauka rozsądnego gospodarowania pieniędzmi, kiedy mają ich mało i wierzą, że państwo o wszystko za nich zadba?

budżet, cz. 2 – dom luty 8, 2008

Posted by Dawid Garus in pieniądze.
Tags: , , , , , ,
6 comments

W poprzednim wpisie rozpisałem się o budżecie państwa, ale tak na prawdę przeciętnego obywatela to nie obchodzi. Jego interesuje to, ile ma w portfelu. Teraz omówie jak taka rewolucja wpłynie na domowy budżet.
Wg. wikipedii średnie wynagrodzenia polaka w czerwcu 2007 wynosiło 2869,69 zł brutto. Przyjmijmy inny, mniej optymistyczny scenariusz – 2140 złotych brutto. Napisałem wcześniej, że około 40 mld złotych powinno wystarczyć na utrzymania państwa minimum. Aby państwo tyle miało, można by wprowadzić zryczałtowaną stawkę podatku dochodowego dla wszystkich w wysokości 140 zł. 140 zł * 12 miesięcy * 25 000 000 podatników = 42 mld. O zyskach z prywatyzacji już nawet nie wspominam.
Tak więc panu Kowalskiemu po zapłaceniu podatku zostaje 2000 zł. Nie musi płacić już nic więcej, żadnych PITów, składek itp. Za to dochodzi mu opłacenie prywatnej szkoły dla jego dwojga dzieci. Z wypowiedzi innych, które znalazłem w sieci, dowiedziałem się, że prywatna szkoła kosztuje około 300 zł/mies. Jednak po sprywatyzowaniu szkoł publicznych cena będzie o wiele mniejsza. Primo: standard szkół publicznych jest zupełnie inny (gorszy), co obniży cenę. Secundo: powstanie większa konkurencja pomiędzy nowosprywatyzowanymi szkołami i tymi już dawno prywatnymi. Wiadomo, że na większej konkurencji zyskuje konsument. Tertio: będzie można zlikwidować podatek od towarów i usług (VAT), akcyzę, dzięki temu koszt utrzymania szkoły będzie o wiele niższy. Wydaje mi się, że około 150 zł, może nawet mniej, trzeba będzie zapłacić za miesiąc nauki.
Czyli pan Kowalski ma 1700 zł, ale musi sobie odłożyć coś na emeryturę. Jeśli będzie odkładał po 500 zł miesięcznie, to po 50 latach zaoszczędzi 300 000 zł, które zgromadzone na lokacie jeszcze dodatkowo się pomnożą. Ale w tym miesiącu nie musi wpłacić 500 zł. Może nie wpłacić nic, albo 1000 zł, w zależności jak wygląda sytuacja. Zaś w przypadku, gdy umrze zanim przejdzie na emeryturę, zgromadzone pieniądze nie przepadają, tylko otrzyma je rodzina.
Ostatecznie panu Kowalskiemu zostaje 1200 zł na rachunki i życie, czyli mniej, więcej tyle samo, ile dostał by netto obecnie. Nawet teraz ludzie potrafią za to wyżyć. Jednak drastycznie tnąc podatki, za te same pieniądze będzie można kupić o wiele więcej. Ponieważ zlikwidowano podatek VAT i akcyzę, litr benzyny będzie kosztował nie 4 złote, lecz 1,50. Wszystkie towary będą tańsze, nie tylko o przykładowe 22% podatku VAT. Koszt ich wyprodukowania, transportu, przechowywania itd. będzie mniejszy, co również wpłynie na ostateczną cenę.
Wykazałem, że dla koncepcji państwa minimum, osobie zarabiającej brutto nawet 700 zł mniej, niż średni zarobek w Polsce, mającej dwoje dzieci na utrzymaniu, będzie żyło się lepiej. A przy wyższych zarobkach i/lub gdy pracują dwie osoby, będzie jeszcze lepiej!
Fakt, znajdą się ludzie poszkodowani przez taki system, jednak będą to przypadki marginalne. Nie będzie pomocy społecznej, ale nie oszukujmy się – większość bezrobotnych bierze zasiłek, bo nie chce im się iść do pracy. Osobiście, nie wierzę, aby nie pojawiła się żadna prywatna inicjatywa pomocy potrzebującym.
Jest jeszcze jedna korzyść: znaczne uproszczenie płacenia podatków, co zaowocuje mniejszą biurokracją i korupcją.

te straszne gry listopad 3, 2007

Posted by Dawid Garus in ludzie, rozmyślania.
Tags: , , ,
10 comments

Tyle się słyszy jak te gry negatywnie wpływają na psychikę, nawet dzisiaj czytełem newsa, jak to jeden gracz z US&A pobił matkę, bo zmusiła go, by wyłączył konsolę. I znowu odzywają się ci opiekuńczy ludzie, którzy by najchętniej zabronili grania w gry, które są źródłem wszelkiego zła na ziemii. Niestety lobby te ma na swoim końcie takie sukcesy jak zakaz sprzedaży gry “Manhunt 2″ w europie, a i w ameryce dostępna jest tylko wersja ocenzurowana. Żal…
Co sprawia, że gracze są tacy agresywni? Na pewno nie są to gry, a przynajmniej nie są głównym czynnikiem. Przede wszystkim niewystarczające zainteresowanie rodziców. W dzisiejszej anty-cywilizacji, rola rodziców w stosunku do dziecka ogranicza się do: urodź, daj dach nad głową i nakarm. Wychowe je za nich państwo w publicznej szkole… Agresja u młodocianych graczy (i u wszystkich w ogóle) wynika z warunków w jakich się wychowywali. W rodzicach powinno się widzieć autorytet, ale jak szansować kogoś, kogo widzi się raz czy dwa razy dziennie przy posiłku, a jedyna wymiana zdań z nimi to:
- Jak było w szkole?
- Dobrze.
Brak autorytetu w rodzicach sprawia, że młodzież szuka go w innych: kolegach z podwórka, postaciach z telewizji, czy bohaterach gier komputerowych.
Według mnie lepiej, aby ktoś tam wymordował nawet tysiąc ludzi w grze, niż wyszedł na ulice i zaczął zabijać. Bo gry pozwalają wyładować emocje nie robiąc nikomu krzywdy w realu. Natomiast zakazanie gier nie rozwiąże problemu pojedyńczych przypadków, kiedy to gry mają swój pośredni udział w agresywnych zachowaniach, bo należy go rozwiązywać od zalążka – wychowywać.