feministki luty 19, 2008
Posted by Dawid Garus in kobiety, ludzie, rozmyślania.Tags: feminizm, kobiety, ludzie, równość
6 comments
If you see an old man, sit down and take a lesson; if you see an old woman, throw a stone. - Afgańskie przysłowie.
Już od dłuższego czasu zamierzałem coś o nich napisać. Żeby dobrze scharakteryzować feministki należy je podzielić na dwie zasadnicze grupy: reformowalne i niereformowalne. W literaturze można również spotkać się z określeniami: głupie i głupsze.
Feministki głupie (reformowalne) można zdefiniować jako: śmieszne kobiety, których nie chce żaden facet. Żeby nie było wątpliwości: nie dlatego nie chce ich żaden facet, bo są feministkami, tylko są feministkami, bo nie chce ich żaden facet. Są zazwyczaj mało atrakcyjne fizycznie, choć inteligencją również nie grzeszą. Są raczej niegroźne, a ich szeregi zajmują głównie hipokrytki, które tak na prawdę tylko marzą, by jakiś mężczyzna na nie spojrzał bez obrzydzenia i zrobił z nich materac do dmuchania. W koncu znajdzie się taki frajer, z którym będzie żyła długo i szczęśliwie zapominając o tej chorej doktrynie.
Druga grupa, feministki głupsze (niereformowalne) są o wiele groźniejsze, nierzadko ładne. Zostały feministkami dlatego, że jakiś facet je rzucił/wykorzystał/zranił/zdradził (niepotrzebne skreślić), bo miał dość ich ciągłego marudzenia, niewdzięczności i głupoty. One zaś tłumaczą sobie, że to nie ich wina, tylko wszyscy faceci to świnie, po czym wyruszają na krucjatę naprzeciw samcom. Jako oręż służy im niewyparzona gęba, zaś za tarczę biora poprawność polityczną.
Wielu naukowców wyróżnia wśród feministek niereformowalnych dodatkową podgrupę - feministki totalnie niereformowalne zwane również najgłupszymi. Nie wystarcza im, że faceci z najbliższego otoczenia się z nich śmieją. One pchają się jeszcze do radia, gazet i TV, aby się jeszcze bardziej upokorzyć. Tworzą partię polityczną, na której plakatach wyborczych występują nagie, a potem domagają się przeprosin za nazywanie ich ekshibicjonistkami.
I nikt mi nie wmówi, że kobiety wcale nie prowadzą gorzej.

Na obrazku pisze: Obszary mózgu [lewy - kobiecy, prawy - męski] odpowiedzialne za prowadzenie samochodu, kopanie piłki, parkowanie tyłem i obsługę urządzeń mechanicznych. institute of Psychatry, London 2001
Zdjęcie zrobione książce “Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą” Allana i Barbary Paese.
Bardzo ciekawa książka swoją drogą. Nie pytać skąd ją mam, bo nie wiem. Znalazłem ją kiedyś u mamy. Czytałem wybiórczo, nawet znalazłem 2 akapity o hentai. ;)
–
Wiem, że mało tu konkretów i jakichkolwiek argumentów, ale to miała być satyra i chyba mi się udało - jest w tym co piszę trochę prawdy. Przy okazji, trzymam kciuki za p. JKM - nominowanego do tytułu szowinisty roku.
równość listopad 1, 2007
Posted by Dawid Garus in polityka, rozmyślania.Tags: ludzie, wolność, równość, sprawiedliwość, szkoła
5 comments
To, co mnie najbardziej przeraża w rozumowaniu ludzi, to sposób, w jaki pojmują pojęcie równość. Dla mnie oczywistym jest, że jedyna równość, jaka ma prawo istnieć, to równość wobec prawa i nic więcej. Jednak lud myśli inaczej: “gdzie tu równość, kiedy ten obrzydliwy kapitalista zarabia 3′000′000 rocznie, a ja marne 30′000?”. Takiej osobie nie da się wytłumaczyć, że kapitalista doszedł do tego cieżką pracą, często ryzukując oszczędności swego życia i posiada bardzo odpowiedzialną funkcję. Jedni ludzie są bardziej inteligentniejsi, a inni mniej, więc dlaczego ci bardziej inteligentni, którzy lepiej o siebie zadbali, mają być karani równością? Równość społeczna, jest sprzeczna z ideą wolności i sprawiedliwości.
Gdybym zapytał ludzi na ulicy, czy dobrze by było, gdyby wszyscy ludzie ukończyli bezpłatne¹ studia (wtedy było by równe wykształcenie u wszystkich), to zapewnie duża część by odpowiedziała, że tak. Ludzie jednak nie myślą racjonalnie i nie wiedządzą jakie by to miało konsekwencje. Po pierwsze, papierek ukończenia studiów by był wart dokładnie zero. ZEEE-ROOO. Po drugie, skoro wszyscy by mieli wyższe wykształcenie, to kto by pracował jako woźny w szkole albo kelner w McDonald’s? Niemożliwe jest, aby ludzie byli równi. Zawsze będą “równi i równiejsi”. To, czego nam potrzeba, to nie równość, a różnorodność. W społeczeństwie muszą być zarówno bogaci i biedni, lepiej i gorzej wykształceni, pracownicy umysłowi i fizyczni. Siła robocza jest dobrem, jakie sprzedawają swoim pracodawcom pracownicy. Tak jak w ekonomii, tutaj również liczy się prawo popytu i podaży - nie powinno być więcej bankierów, czy malarzy-tapeciarzy, niż jest miejsc pracy. W wolnorynkowej gosporace popyt i podaż same, bez pomocy państwa, dążą do równowagi.
Za komuny był obowiązek pracowania. Musisz iść do pracy i nie ma innej możliwości! A jak brakuje roboty, to zostanie utworzone specjalnie dla Ciebie nowe stanowisko. Jak stwarzanie równych szans miało się do ówczesnej gospodarki? Sprawdźcie zadłużenie Polski, jakie zostawiły władze PRLu. Nawet odsetek jeszcze nie spłaciliśmy.
¹ - oczywiście mam tu na myśli studia finansowane z podatków zabranych mi pod przymusem.