molestowanie luty 29, 2008
Posted by Dawid Garus in kobiety, ludzie, rozmyślania.Tags: feminizm, kobiety, ludzie, molestowanie, moralność, praca
13 comments
Wiele się słyszy o molestowaniu w pracy. Zawsze budzi to sporo emocji, szczególnie, jeżeli jedną ze stron jest osoba publiczna. Tylko, że ja nie rozumiem, jak można nazywać molestowanie coś, co często molestowaniem nie jest.
Jeżeli pani Kowalska chce się przyjąć u pracy u pana Nowaka, a pan Nowak w zamian za posadę zechcę, aby pani Kowalska zrobiła mu dobrze, to ma ona dwa wyjścia: 1 - poszukać innej pracy; 2 - zgodzić się. Żadnego molestowania tu nie widzę. Firma pana Nowaka, więc pan Nowak decyduje na jakich warunkach chce zatrudniać pracowników, a jak się komuś nie podoba, to niech nie szukają u niego pracy. Pani Ku… przepraszam: Kowalska po prostu przyjęła korzyść w zamian za stosunek.
Podobnie sprawa wygląda jeżeli chodzi o awanse. Na umowie o pracę jasno piszę czym ma się zajmować pracownik, a pracodawca nie musi go awansować. Ale może - i to on, jako właściciel firmy, decyduje za co komu daje awans. W końcu to łaska, jaką pracodawca okazuje pracownikowi.
W takich przypadkach jak wyżej, gdy kobiety (bo to głównie one padają ofiarami molestowania) się na to godzą, wątpię w ich moralność. A prostytucja jest karana (co narusza ich prawo do robienia z własnym ciałem co zechcą, swoją drogą).
Natomiast zupełnie inaczej sprawa ma się, gdy zamiast nagradzać, pracodawca karze pracowników, którzy nie chcą robić czegoś ponad ich obowiązki, np. zaciąga sekretarkę do łóżka (albo na biurko) pod groźbą zwolnienia z pracy. Wtedy mamy molestowanie. Ale oczywiście tylko, gdy przełożony rzeczywiście szantażuje podwładnych, a nie, gdy oboje tego chcą.
reaktywacja? styczeń 29, 2008
Posted by Dawid Garus in inne.Tags: filozofia, moralność, polityka, społeczeństwo
add a comment
O tak. Jednak aby nie przemęczać się zbytnio moimi polityczno-społeczno-moralno-filozoficznymi przemyśleniami postanowiłem, że będę pisał o tym tylko 2 notki w tygodniu - we wtorek i w piątek. Jestem bardzo zajętym człowiekiem (oglądanie seriali jest bardzo czasochłonne), więc należy mi się chyba odrobina wyrozumiałości? Tak więc, jeszcze w tym tygodniu możecie się spodziewać świerzego artykułu. Mam zapisanych kilka publikacji w brudnopisie, więc w lutym, a nawet w marcu nie trzeba będzie narzekać na brak notek.
wolność październik 24, 2007
Posted by Dawid Garus in rozmyślania.Tags: moralność, niewolnictwo, obowiązek, praca, prawo, samobójstwo, wolność
11 comments
Pora napisać coś o najważniejszym prawie człowieka. O prawie do wolności. Czym jest tak na prawdę wolność? Zacznę od tego, że jest to prawo, a nie obowiązek. Czyli, jeżeli ktoś chce dobrowolnie zrzec się prawa do wolności, nikt mu tego nie powinien zabronić. Bo gdy wolny człowiek odda się komuś jako niewolnik, to jego decyzja. To niekoniecznie jest złe dla tej osoby i może na tym wyjść dobrze. Przykładowo jego pan, w zamian za posłuszeństwo zapewni mu i jego rodzinie wyżywienie i dach nad głową. Za średniowiecza wolni ludzie często oddawali się pod opiekę seniorowi. Jeżeli komuś taki tryb życia odpowiada, to jego wybór. Bo jedną z dwóch najważniejszych zasad wolności jest twierdzenie, iż chcącemu nie dzieje się krzywda. Co to w praktyce oznacza? A no to, że jeżeli ktoś dobrowolnie chce zrobić coś, co jest dla niego niekorzystne, to ma takie prawo. Chcesz się okaleczyć? Proszę bardzo. Chcesz ryzykować jazdą bez zapiętych pasów? Droga wolna. Mimo ostrzeżenia nie usuwasz się z drogi, gdy jedzie czołg - masz takie prawo, prawo do popełnienia samobójstwa, bo niby z jakiej racji ktoś ma Ci zabronić pozbawienia się swojego życia?
Wkraczamy właśnie w zależności między wolnościa, a moralnością oraz jak dalego powinna sięgać wolność. Przed chwilą padło bardzo ważne stwierdzenie. Każdy powinien mieć prawo robić ze sobą co chce. Ze szczególnym naciskiem na słowo “sobą”. Bo druga najważniesza zasada wolności brzmi: nie ma przestępstwa bez ofiary. Więc dorosły człowiek powinieć mieć prawo iść do prostytutki lub dać sobie w żyłe. A dlaczego nie? Są jakieś ofiary? Czy ktoś straci z tego powodu? Nikt, może tylko ów człowiek, ale samemu się nie pozwiesz do sądu, prawda? Można by tu się jeszcze kłócić, że taka naćpana osoba może wyjść na ulice, kogoś zabić, czy prowadzić samochod, ale w takim razie należy również zabronić alkoholu, który ma gorsze skutki od większości narkotyków, a skala alkoholizmu jest 10 razy większa.
Moralność natomiast jest kwestią względną. Co kraj, to obyczaj, a poszczególni ludzie różnią się od siebie nawzajem. Tak więc dla jednego (w tym dla mnie) niemorlanym będzie zabieranie (= kradzież) ludziom zarobionych ciężką pracą pieniędzy, a następnie wpłacanie ich na wspólne konto wszystkich obywateli, skąd będą czerpać korzyści nieroby pobierający zasiłek; dla innych niemoralne jest odbieranie ludziom tego zasiłku. Prawda jest taka, że gdyby ktoś bardzo chciał, to na pewno znajdzie jakąś prace - nie ważne jaką, w końcu “żadna praca nie hańbi” ;) Trudno jest zdefiniować moralność, jednak istnieją normy niepodlegające dyskusji, takie, jak te zapisane w dekalogu. Jednak skoro człowiek jest obdarzony wolną wolą, to przecież ma prawo łamać zasady moralne, nie? Bo gdybyśmy musieli postępować tylko moralnie, to nie mieli byśmy wolnej woli, daru od Boga. Trochę o religii zaczęłem gadać… Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie, ma wolną wolną i powinien móc robić to, na co mu zezwala sumienie (byle nie naruszać cudzej własności oczywiście). Wierzący zaś uważają, że będą z tego dodatkowo rozliczani, ale po raz kolejny powtarzam - decyzja należy do człowieka. Nawet Bóg nie ma prawa mu niczego zabronić. Ma za to prawo go z tego rozliczyć.