jump to navigation

ekonomia i kobiety luty 22, 2008

Posted by Dawid Garus in kobiety, pieniądze, polityka, rozmyślania.
Tags: , , , , ,
trackback

Jakiś czas temu można było usłyszeć na v-blogu pana Janusza Korwin-Mikke stwierdzenie, że w rozwijającej się gospodarce powinno się likwidować miejsca pracy. Oczywiste jest, że w interesie pracodawcy, jest zatrudniać jak najmniej ludzi. Chciałbym trochę rozwinąć ten temat o pewien społeczny aspekt sprawy, o którym JKM nie wspomniał.

Wielu pewnie się nie zgodzi z postawioną tezą - przecież ci ludzie stracą pracę! I bardzo dobrze, bo ich praca jest niepotrzebna. Zaraz wyjaśnię co w tym dobrego. Zapewne większość czytających wie dobrze, co to jest inflacja i deflacja. Jeśli nie, to znaczy, że społeczeństwo jest jeszcze głupsze, niż myślałem. W każdym razie, wraz ze wzrostem bezrobocia, rośnie również siła nabywcza pieniądza (nie uwzględniając szczególnego przypadku, jakim jest stagnacja, ale ona nas raczej nie będzie dotyczyła), czyli zarabiamy więcej, a także nasze oszczędności są więcej warte.

Tutaj wkraczamy do drugiej części tematu, czyli co mają do tego kobiety. Pytam się: po co wszystkim praca? Czy nie wystarczy, by zamiast dwóch, tylko jeden rodzic pracował? Dochodzę do wniosku, że skoro za te same 2000 zł mężczyzna będzie w stanie wyżywić rodzinę i jeszcze coś odłożyć, to kobiety nie muszą już pracować - to raczej one powinny się stać głównymi ofiarami likwidacji miejsc pracy. A raczej nie ofiarami, tylko wyzwolonymi z przymusu pracy, aby utrzymać rodzinę. Teraz mogą być same sobie szefami.

Jako konserwatyście marzy mi się, aby w już nie aż tak dalekiej przyszłości, wrócić do domu po pracy, gdzie żona przywita mnie z uśmiechem na twarzy mówiąc Witaj w Domu, zjeść obiad, a następnie spędzić czas razem z rodziną, po czym wieczorem móc spędzić intymne chwile z żoną, która mi nie powie, że jest zmęczona pracą i zajmowaniem się domem.

To nie jest wcale tak, że nie pozwalam kobietom spełniać ambicji, a ich miejsce jest tylko przy garach. Dla chcących pracować na pewno znajdzie się praca. Ale ja szukam kobiety, dla której największymi ambicjami są: wychowanie dzieci na dobrych ludzi, opiekowanie się ogniskiem domowym i bycie szczęśliwą u boku kochającego mężczyzny, a największą zapłatą za jej trud słowa: Kocham Cię i Dziękuję z ust najbliższych. Czyta taka mój blog?

Oczywiście nie samo pozbawienie ludzi pracy sprawi, że ludziom się polepszy - to jest tylko skutek. Skutek wielkich zmian, które są konieczne. A najważniejszą rzeczą z nich, którą należy się zająć, jest wolność gospodarcza i osobista - obecnie coraz bardziej ograniczana, nie tylko przez Warszawę, ale również Brukselę. Gdy pozbędziemy się barier dla rozwoju, jakie stawia nam państwo, wszystko samo będzie zmierzało we właściwym kierunku… Zadziała tzw. niewidzialna ręka rynku.

Komentarze»

1. tomekatomek - luty 23, 2008

Zapraszam do mojego bloga

http://xtomekx.wordpress.com/

2. indusia - luty 26, 2008

” W każdym razie, wraz ze wzrostem bezrobocia, rośnie również siła nabywcza pieniądza (nie uwzględniając szczególnego przypadku, jakim jest stagnacja, ale ona nas raczej nie będzie dotyczyła), czyli zarabiamy więcej, a także nasze oszczędności są więcej warte”.

Bzdura.
Wraz ze spadkiem bezrobocia rosną płace, co widać ostatnio w Polsce.
Fakt, że wyższe płace często wiążą się z większą inflacją, ale to nieco bardziej skomplikowane. Bo inflacja wiąże się również z bilansem eksportowym, wzrostem gospodarczym itp. Złoty jest mocny jak nigdy dotąd, choć mamy nieco większą inflację, ale relatywnie nasze dochody/oszczędności są więcej warte, gdyż możemy np. kupić za nie więcej ciuchów w Londynie.

Coś czuję, że Tobie przydałaby się żona, żeby za Ciebie myślała. Dupy dajesz sam…;P

3. Dawid Garus - luty 27, 2008

Znam dobrze mechanizmy rynkowe. Chcę tylko wykazać, że wzrost bezrobocia nie musi być zły, wręcz przeciwnie. Żadna bzdura - jeżeli mówimy o bezrobociu spowodowanym wzrostem gospodarczym, co podkreśliłem. Zaś to, że wzrosły płace, wcale nie oznacza, że można więcej kupić. Spytaj się mamy ile więcej można było kupić za 1000 zł 15 lat temu. O tym jak mocny jest złoty nie decyduje jego kurs w stosunku do euro, czy dolara. A cena ciuchów w Londynie zależy również od brytyjskiej gospodarki.

4. rewolkon - marzec 31, 2008

Ja mam taką żonę. Pozdrawiam i życzę takiej samej :-)