budżet, cz. 1 - państwo luty 5, 2008
Posted by Dawid Garus in pieniądze.Tags: budżet, państwo, pieniądze, zus
trackback
Nadeszła taka pora, aby Garus przeanalizował (dość powierzchownie) budżet państwa na rok 2008. Zaczynam od rozchodów. Ma ich być dokładnie 310 433 096 złotych. Szukam na co najwięcej moich pieniedzy jest przeznaczone. Blisko 85 miliardów, ponad ¼ budżetu, idzie na… Różne rozliczenia.. Nie wiem jak to skomentować?! Przeglądam dalej: 66 mld zmarnowane na Obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, czyli loterię, na której właściciel (państwo) bije niezłą śmietanę. Przy okazji. Czy wiesz, że za 10 lat ZUS zbankrutuje? Sprywatyzować i znieść obowiązek. Następnie mamy 27 mld dla Obsługi długu publicznego. Potem 19 mld przeznaczone na niesprawiedliwą (ale za to sprawiedliwą, tfu, społecznie) Pomoc społeczną i Pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej, które liczyłem razem. I w końcu trafia się coś na prawdę potrzebnego - Obrona narodowa. Za nią podatnicy zapłacą 16.6 mld. Tuż za, za wynikiem 16.5 mld jest Rolnictwo i łowiectwo. Zbyt wiele o tym nie wiem, ale domyślam się, że to pewnie na zbędną biurokrację. Oświata i wychowanie wraz ze Szkolnictwem wyższym to ponad 15 mld, które obywatel by z pewnością lepiej wydał. W spokoju zostawiam Bezpieczeństwo publiczne i ochrona przeciwpożarowa - 13.2 mld. Kasa państwa przeznaczy 12.6 mld na Transport i łączność, co wydaje mi się trochę za dużo. Państwo powinno się zajmować drogami lokalnymi, a takie sprawy jak kolej czy autostrady zostawić w rękach prywatnych. Biurokraci, czyli Administracja publiczna, kładzą swoje łapska na 10 mld. Jestem pewny, że ilość urzędników można zmniejszyć conajmniej parokrotnie. Zakończe na Wymiarze sprawiedliwości. On odbierze ze skarbu państwa 9.6 mld.
Anologicznie do wypowiedzi żywej legendy UPRu - Stefana Oleszczuka¹: Gmina ma być bogata, ale bogactwem jej obywateli, a nie budżetu, uważam, że im mniej pieniędzy jest w budżecie państwa, tym więcej w portfelu obywatela. Według mnie, państwu minimum (omawiam przypadek Polski) dochody w granicach 40 miliardów powinny wystarczyć na wojsko, policję, sądy, drogi i znacznie ograniczoną administrację, która zapanuje nad tym wszystkim. Nic więcej nie oczekuję.
Wkrótce część druga, a w niej znowu o budżecie, ale tym razem domowym.
¹ - polecam wszystkim ten tekst oraz fragment książki Człowiek z Kamienia pana Oleszczuka.
Szukam na co najwięcej moich pieniedzy - chłopcze, a czy Ty płacisz podatki? Dlaczego rościsz sobie prawa do MOICH pieniędzy, z których finansuję m.in. Twoją edukację? (której nie chcesz? jeśli JKM jest dla Ciebie takim guru, to pamiętaj, że jest on za tym, żeby za to Twój ojciec przerzucił Cię przez kolano i porządnie złoił…)
A VAT-u choćby nie płaci?
Akcyzy, jak mu kumpel z dowodem osobistym kupuje piwo?
Nie - nie płaci. Skoro nie są to jego pieniądze (a nie są, bo nie zarobił), to nie płaci.
Nie wytłumaczył się również ze szkoły - bo jak widać po jego dalszych wpisach nie ma nawet bladego pojęcia, ile prywatna szkoła kosztuje (co świadczy o tym, że nie potrafi tego policzyć - a jest to stosunkowo proste - dobra szkoła musi mieć wyposażenie, zatem jego amortyzacja, musi mieć dobrze opłacanych nauczycieli, zatem pensje, musi mieć lokum, zatem czynsz, lokum to musi być ochronione, właściciel tej szkoły nie robi tego charytatywnie, zatem jego marża…). Skoro nie potrafi policzyć tak prostej rzeczy jak budżet prywatnej szkoły, to dlaczego zabiera się za komentowanie budżetu Państwa, który (nawet jeśli chcielibyśmy go dramatycznie uporścić) jest bardziej złożony od budżetu nawet największej szkoły?
Najpierw trzeba coś wiedzieć, a dopiero później snuć teorie, bo inaczej jest się śmiesznym. Proponuje zatem, aby dziecko dokończyło szkołe, zarobiło parę złotych, zobaczyło co i ile kosztuje a następnie wróciło i przeprosiło.
PS. Aby było śmieszniej mam ultraliberalne poglądy. Martwi mnie tylko jak próbują ich bronić ludzie, którzy nie mają pojęcia o czym mówia, bo ośmieszają te poglądy w oczach tych, którzy ich nie rozważają precyzyjnie, a jedynie pobieżnie (bo nie widzą większego sensu analizowania, skoro ktoś na początku “podkłada się” uparcie twierdząc, że 2+2=5). Stąd zresztą same porażki UPRu - tam również nie brakuje “krzyczących” ludzi, którym brakuje powagi i solidnej analizy faktów.
Oj nie zdziw się, bo jestem obrotny i trochę zarabiam ;)
Całkowicie brak u Ciebie logiki. Najpiew mnie krytukujesz, a potem piszesz, że ośmieszam się w oczach tych, co rozważają moje poglądy pobieżnie. Wynika z tego, że dla tych, którzy je rozważają precyzyjnie nie są śmieszne.
Misme, co Ty piszesz? Nie są to jego pieniądze, bo ich nie zarobił? Jak mi ktoś DAJE pieniądze, to to są MOJE pieniądze. Nie ma znaczenia, jak je zdobyłem.
Gdyby mu mama DAŁA kieszonkowe i nie zapłaciłby VAT-u, to kupiłby za to kieszonkowe więcej.
Więc on traci. Źródło pieniędzy nie ma absolutnie żadnego znaczenia.
(nie pisząc o tym, że mamę stać byłoby na większe kieszonkowe, gdyby nie dochodowy etc.)