gdyby lekarze leczyli jak politycy rządzą… listopad 8, 2009
Posted by Dawid Garus in inne.add a comment
Gdyby lekarze leczyli jak politycy rządzą to marny los chorych… Wiecie co jest największym błędem niemal wszystkich polityków? Leczą nie choroby, a jedynie objawy.
Wyobrażacie sobie lekarza, który po prostu przepisuje morfinę każdemu, któremu coś dolega? W myśl zasady, że jeśli ból ustaje, to pacjent jest wyleczony. Poszedł by ktoś do takiego lekarza? A takich właśnie polityków wybieramy i jeszcze im za to płacimy. Próbują walczyć z bezrobociem, kryzysami, wykluczeniem cyfrowym, brakiem kasy w ZUSie i tysiącem innym rzeczy. A to są tylko objawy innej choroby – raka, który powoli wyniszcza gospodarkę i społeczeństwo – socjalizmu.
Dawanie zasiłków bezrobotnym, dotowanie wielkich firm ramach walki z kryzysem, kupowanie wszystkim uczniom laptopy itp. to jest jak podawanie pacjentowi morfiny. Dopóki ją dostaje, nie czuje bólu. Ale nieleczona choroba cały czas się rozwija. Po pewnym czasie organizm zaczyna się uodparniać na morfinę i potrzeba coraz większej dawki. Przecież nie można wiecznie zwiększać dawki!
A gdy człowiek jest zdrowy, to nie potrzebuje lekarza. I prawdopodobnie o to na prawdę w tym wszystkim chodzi. Albo politycy są wielkimi ignorantami, którzy nie potrafią rządzić, albo dokładają wszelkich starań, żeby nie stali się niepotrzebni. Pewnie obie teorie są prawdziwe. Społeczeństwo w socjalizmie jest jak ćpun uzależniony od morfiny i potrzebujący działki. Jest na łasce lekarza, który może mu przepisać receptę…
o prywatyzacji listopad 3, 2009
Posted by Dawid Garus in pieniądze.Tags: akcyza, dodatcje, pieniądze, podatki
1 comment so far
Wracam po dość długiej przerwie w pisaniu bloga. Mam nadzieję, że odzyskam moich dawnych czytelników. Dziękuję mojej kochanej dziewczynie za zachęcenie mnie do prowadzenia dalej bloga. ;*
___
Czytam news na onecie: Największy błąd Havla: uwierzyłem ekonomistom, gdzie pisze o prywatyzacji:
W ocenie Bieleckiego “prywatyzacja powinna być dokonywana stopniowo i sprawiedliwie, co pomogłoby zapobiec sytuacji, w której bank sprzedany kilkanaście lat temu prywatnemu inwestorowi za 1 mld jest obecnie wart 25 mld”.
Neleży zwrócić uwagę na dwie podstawowe rzeczy:
1) Jak by prywatyzacja została przeprowadzona przez licytację, to by uzyskano za bank tyle ile był na prawdę wart.
2) Skoro obecnie jest wart 25 razy więcej, to super! To znaczy, że banki w prywatnych rękach bardzo dobrze się rozwijają. Czyli trzeba jak najprędzej sprywatyzować co się da!
Odpowiadając na komentarz Pawlo:
Napisales, ze “właściwie to wszystkie ingerencje w wolny rynek są bezsensowne”. Jesli muzyk gra kiepsko moze zajac sie innym lepiej platnym zajeciem, ale firma dzialajaca w wolnym rynku nie musi byc gorsza od monopolisty zeby splajtowac. Sa sytuacje, w ktorych panstwo musi wspomagac przemysl (sektory strategiczne), ale i te których utrzymywanie na sile jest nierentowne (Polskie stocznie). Co do samego laissez faire. Popatrz na sytuacje w USA. Pan Greenspan mial podobny poglad na gospodarke…
Ale po jaką cholerę utrzymywać coś co jest nierentowne, jak stocznie? Żeby ludzie mieli pracę? Równie dobrze mógł by powstać urząd ds. nic nie robienia, w którym można by zatrudniać ludzi tylko po to, by mieli pracę.
Dopłacanie do nieopłacalnego biznesu niszczy gospodarkę. Żeby uratować jedną wielką firmę potrzeba dużo kasy z naszych podatków. Przez wysokie podatki upadają właśnie małe firmy. Czy ktoś policzył ile przez to ludzi straciło pracę? Albo ile osób przez wysokie podatki nie kupiło sobie nowego telewizora, przez co producenci telewizorów, jak i cała gospodarka są w stracie? Jak taka stocznia upadnie, to straci pracę 2 tysiące ludzi i koniec. Zaś przez ciągłe dopłaty, ciągle będą upadać kolejne małe firmy i ludzie wciąż będą tracić pracę.
Dalej… Jakie sektory strategiczne musi wspierać państwo? Może energetykę? Ale po co wspierać coś, od czego najpierw kradnie się gigantyczną akcyzę? To pytanie retoryczne, ale można na nie odpowiedzieć. Żeby biurokracja trwała i rosła w siłę! Gospodarka wolnorynkowa zawsze sama dopasuje się rynku. Wystarczy pozwolić kapitalistom użyć najtańszego i czystego źródła energii i nie trzeba będzie się martwić o bezpieczeństwo energetyczne. Chodzi mi o oczywiście o użycie energii atomowej.
A co do pana Greenspana, nie znam go. Z tego co wyczytałem na wikipedii, jego działalność w FED nie sprzyjała idei wolnego rynku, tak więc porównanie nas jest nie do końca słuszne.
co nowego wymyślili w brukseli? czerwiec 22, 2008
Posted by Dawid Garus in bieżące wydarzenia, krótkie, ze świata.Tags: biurokracja, europa, obowiązek, wolność
9 comments
W trosce o jakość występów muzyków na belgijskich ulicach, będą oni musieli zdać egzamin…
Kolejna bezsensowna ingerencja w wolny rynek (właściwie to wszystkie ingerencje w wolny rynek są bezsensowne). Jeżeli jakiś muzyk gra kiepsko, to nie dostanie kasy. Wątpię, aby robił to jako wolontariusz, więc jak nie zarobi, to zwinie interes, oszczędzając ludziom jego gry. To jednak nie jest oczywiste dla biurokratów. A może jest…? Tylko, że liczą się nowe posady w komisji, która oceni grę muzyka? A ponieważ pozwoleń może być wydanych tylko 50, więc pewnie jakiś biedny i utalentowany student, który się nie załapie do szczęśliwej pięćdziesiątki, nie zapłaci czesnego albo czynszu…
Państwo opiekuńcze opiekuje się tylko urzędnikami, a nie obywatelami!
definicja sprawiedliwości maj 20, 2008
Posted by Dawid Garus in inne.19 comments
Ostatnio miałem dużo czasu, więc zastanawiałem się na sprawiedliwością społeczną. Przytoczę bardzo popularny i lubiany przeze mnie argument pana Korwina-Mikke:
Jak jednak wielokrotnie pisałem istnieją dwie – i tylko dwie możliwości: albo “sprawiedliwość społeczna” jest tym samym, co “sprawiedliwość” – albo jest czym innym. Jeśli jest tym samym – to po co pisać “sprawiedliwość społeczna”? Po co marnować czas czytelnika i sosny na papier gazetowy?
Jeśli natomiast “sprawiedliwość społeczna” jest czymś innym, niż zwykła “sprawiedliwość” – co “co innego, niż sprawiedliwość” nazywa się po polsku “niesprawiedliwość”.
Niestety, doszedłem do wniosku, że argument ten jest zły. Pan Korwin-Mikke zakłada, że sprawiedliwość i sprawiedliwość społeczna są czym innym, natomiast wg. mnie sprawiedliwość społeczna jest jedną z możliwych definicji sprawiedliwości, która jest inna dla każdego, a przekonywanie kogoś w ten sposób, że sprawiedliwość społeczna jest niesprawiedliwością, jest jak mówienie: Ktoś tam jest głupi, bo tak myślę.
Dla mnie oczywiście jedyną słuszną definicją jest każdemu to samo. Należy jednak znaleźć sposób, aby przekonać ludzi, że tak rzeczywiście jest. Otóż zasada każdemu wedle jego potrzeb promuje lenistwo, nieróbstwo i głupotę – największą plagę społeczeństwa. W normalnym państwie, gdy ktoś ma potrzebę kupić chleb, to idzie do pracy. Zaś w państwie opiekuńczym siedzi na tyłku i w oczekiwaniu na zasiłek nie robi nic.
Od razu uprzedzam fakty, czyli pytanie: jakiej pracy, skoro jej nie ma? Problemem ludzi jest to, że nie umieją myśleć szerzej. Nie dostrzegają wszystkich skutków. Oczywiście, że jej nie ma. Bo żyjemy w państwie opiekuńczym, gdzie biurokracja i socjalizm ograniczają możliwości tworzenia nowych miejsc pracy! A gdyby tylko drastycznie zmniejszyć podatki i uprościć przepisy, to inwestorzy zaraz by wpakowali mnóstwo pieniędzy w Polskę i tworzyły by się nowe miejsca pracy.
i’m back maj 17, 2008
Posted by Dawid Garus in ludzie, pieniądze.Tags: budżet, ludzie, obowiązek, podatki, rodzina, wychowanie
1 comment so far
Tak, wróciłem po dość długiej nieobecności. Brakowało mi trochę motywacji, ale już znowu piszę. Nawet przez ten czas bloga JKM nie czytałem… Wiele się działo w między czasie w moim życiu. M.in.:
- Przez długi weekend we Włoszech baaardzo się opaliłem,
- Obciąłem włosy (zastanawiam się, jak mi lepiej),
- Mam młodszego brata w drodze,
- Znalazłem najwspanialszą dziewczynę na świecie.
Ale na pewno wszyscy mają gdzieś to, co się ze mną dzieje. Lepiej podyskutować o czymś poważnym. Miałem pełno pomysłów, ale nigdzie ich nie notowałem, więc je zapomniałem. Jakie to do mnie podobne…
Widziałem ostatnio w TV pewien program. Amerykański. O tym jak jakaś (prawdopodobnie demokratyczna) rodzina wychowuje swoje dzieci (na oko, najstarsze dopiero wkracza w okres dojrzewania) na porządnych obywateli. Dzieci od swoich kieszonkowych musiały wrzucać część otrzymanych zielonych do słoika z dużym napisem TAXES (ang. podatki). Nie tylko się nie buntowały, ale jeszcze się z tego cieszyły. I wypowiadały się potem, jakie to podatki są dobre, bo za kasę ze słoika otrzymują np. jakieś prezenty. Które tak na prawdę same sobie kupują. Źle się je uczy, że kasa z podatków jest dla obywatelów, choć z definicji wynika, iż państwo nie ma obowiązku pomagania nikomu, kto płaci podatki. Jak by rodzice brali z tego słoika farsę dla siebie, jako pensja dla rządzących, na paliwo do rządowych (rodzinnych) samochodów, część rozdali przypadkowym ludziom, za część kupi same losy na loterii, które miały by być obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi itp. a dzieci dostały by zamiast fajnych prezentów – cukierka, to wtedy by się nauczyły, jak to niesprawiedliwy system. W ogóle gdzie tu nauka rozsądnego gospodarowania pieniędzmi, kiedy mają ich mało i wierzą, że państwo o wszystko za nich zadba?